Wyprawa do Petersburga

Rodzinna legenda głosi, że Zosia Wardein była osóbką  obdarzoną  wielką fantazją. Miała śmiałe pomysły i niczego się nie bała. I tak oto któregoś dnia namówiła Józię Niewiadomską, swoją przyjaciółkę, z którą pracowała u Hersego w Warszawie, na wyjazd do Petersburga. Podobno pretekstem była możliwość większego zarobku, ale mnie się wydaje, że skusiła je też przygoda i wielki świat :)
Prawdopodobnie był to rok 1914 (lub wcześniej) – jeżeli tak, to Józia miała wtedy lat 28, a Zosia nie więcej niż 24. Wakacje spędzały u rodziny Zosi na Wileńszczyźnie. Wyjeżdżając do pracy poinformowały bliskich , że wracają do Warszawy, ale w tajemnicy wybrały pociąg do Petersburga, który odjeżdżał z tego samego peronu. Planowały zatrzymać się u kucharza, którego Zosia znała, bo wcześniej pracował w tym samym majątku, co jej ojciec. Na pewno osiągnęły na miejscu sukces – pracowały w znanym domu mody Bryzac (Brysac?), gdzie szyły wspaniałe suknie:


Józia Niewiadomska w sukni z petersburskiego domu mody
(zdjęcie z zasobów Wandy W.)

Wśród klientów tego domu mody była między innymi rodzina cara Mikołaja. Zosia została ulubienicą młodego carewicza – Aleksy podobno lubił powtarzać, że Sofija Pietrowna tak pięknie mówi po rosyjsku, jakby się w Rosji urodziła.

Po kilku latach w Petersburgu Józia zachorowała na tyfus. Na tę straszną chorobę zapadł także Luteczek (Ludwik? Leopold? Lucjan?), młodszy brat Zosi, 19-letni kawaler, który przyjechał do Petersburga niedługo po siostrze.
Józia wyzdrowiała, chociaż możliwe, że to właśnie ta choroba pozostawiła na jej twarzy trwałe ślady. Luteczek miał mniej szczęścia, podobno Józia trzymała go za rękę w ostatnich chwilach. Został pochowany w Petersburgu. Był rok 1918 lub 1919.

W 1919 roku Zosia wyszła za mąż za Jana Błażewicza, którego poznała prawdopodobnie jeszcze przed wyjazdem. Jan miał za sobą carską armię i służbę na Kaukazie. Dzięki temu mógł w miarę swobodnie przemieszczać się po tej części Europy. A ten ślub był podobno pierwszym cywilnym ślubem w Petersburgu.

W Petersburgu po rewolucji przyjaciółki nie miały już nic do roboty, postanowiły wrócić do Polski. Był rok 1919 i do wyjazdu wymagane były przepustki, których Józia i Zosia żadną mocą nie mogły zdobyć.  Nawet Jan Błażewicz nie był w stanie im pomóc. Szalona Zosia wpadła na odważny pomysł, dogadała się z maszynistami pociągu, który miał jechać w stronę Łotwy oraz z miejscowym stolarzem. Plan był bardzo ryzykowny i kosztowny (maszynistom Zosia zapłaciła dużą sumę pieniędzy), ale powiódł się: dwie młode kobiety: Józia Niewiadomska i Zosia Błażewicz podróż z Petersburga spędziły schowane w drewnianej skrzyni umieszczonej na  wagonie z węglem jadącym zaraz za lokomotywą. Jak musiało być im niewygodnie i zimno, to nawet nie próbuję sobie wyobrazić. W tę podróż Zosia wyruszyła będąc już w ciąży…

Dla mnie to piękny przykład prawdziwej przyjaźni – Zosia i Józia poznały się w pracy, jako krawcowe świetnie się uzupełniały, zostały najlepszymi przyjaciółkami, a później szwagierkami. Obie miały męża o imieniu Jan i obie swoim pierworodnym synom nadały imię Witold. Dopiero później ich drogi się rozeszły, a losy potoczyły zupełnie inaczej…

źródło: Wanda W., Wiktor B.

Agata

Leave a Reply